Katastrofa smoleńska - skutki społeczne

96 osób, które zginęły pod Smoleńskiem 2 lata temu to nie wszystkie ofiary katastrofy.

Kiedy nocą stałem przed prezydenckim pałacem na Krakowskim Przedmieściu, od conajmniej godziny był już 10 kwietnia 2010. Wyszedłem z knajpy "U Kucharzy" po zakrapianej kolacji w zaprzyjaźnionym gronie. Było chłodno a zamówiona taksówka spóźniała się. Po kilku kieliszkach wódki trudno było o szczególnie głębokie refleksje na temat tak samego pałacu, jak i jego lokatora. Okna były rozświetlone, co sugerowało, że praca wciąż trwała, bez względu na to, czy wiązała się ona z katyńskim wyjazdem, czy nie. Bo o tym, że Prezydent jedzie do Katynia pamiętałem - w ciągu poprzedzającego dnia klikakrotnie przypomniało o tym radio TOK FM.

O tym, co było później, nie widzę sensu pisać - wszyscy to wiemy i pamiętamy - każdy swój własny sobotni poranek 10-tego. I tak rocznica znów wyzwoliła eksplozję wszelkich komentarzy, podejrzeń, oskarżeń, pomówień, przemówień, celebracji, łez, wzruszeń, wspomnień, etc.

Nigdy nie ośmielę się porównać tragedii pasażerów Tu 154M i ich bliskich do czegokolwiek, co nie ma tak dramatycznego końca, jednak twierdzę, że ofiar katastrofy (choć nie w tym samym nasileniu i wymiarze) było znacznie więcej niż 96.

Tego, co nastąpiło po 10 kwietnia 2010 nie wytrzymało wiele międzyludzkich relacji. Sądzę, że nie przesadzę, jeżeli powiem o tysiącach ludzi. Osoby widzące inaczej od siebie przyczyny i skutki katastrofy czy zapatrujące się inaczej na prezydenturę Lecha Kaczyńskiego w wielu wypadkach w najlepszym razie przestały ze sobą rozmawiać, a czasem stawały się wrogami. Dwóch moich przyjaźni (bo wciąż mam nadzieję, że były to prawdziwe przyjaźnie) również to dotknęło. Z dnia na dzień przestało ze mną gadać dwóch ludzi, których uważałem za bardzo bliskich. Brakuje mi ich. Bez względu na to, czego dowiemy się jeszcze, lub co usłyszymy o smoleńskiej katastrofie, powinniśmy te wszystkie relacje ratować. Bo to jeszcze, w przeciwieństwie do 96 istnień z Tupolewa, uratować się da. Sklejajmy przyjaźnie i poróżnione rodziny. Stan, Krzychu, wracajcie. Dajmy przykład innym.
Trwa ładowanie komentarzy...