Nowa płyta Grażyny Łobaszewskiej

Królowa jest jedna. I nie jest nią Doda.

Obywatel Jakub Badach był ostatnio na ustach całej Polski bo rozkochał w sobie, a chwilę później poślubił Aleksandrę Kwaśniewską, córkę Aleksandra i Jolanty, prezydentównę znaczy. A to powód do bycia sławnym taki sobie, nic nie ujmując ani sympatycznej Oli, ani szanownym (i szacownym) rodzicom. Mój krajanin Kuba ma wszak w tym samym czasie na koncie znacznie bardziej spektakularny mariaż: oto zaśpiewał duet z samą Grażyną Łobaszewską, a kawałek znalazł się na najnowszym Pani Grażyny krążku .



Kiedy Jakub Żulczyk napisał we "Wprost", że "Czas nas uczy pogody" to kawałek Krystyny Prońko, podskoczyłem z oburzenia. Nie pierwszy to raz jednak Grażyna Łobaszewska mylona jest i z Prońko (choć pojęcia nie mam dlaczego) i z Ewą Bem.
Nie mam jednak wątpliwości, że to własnie Pani Grażyna jest okrętem flagowym polskiej piosenki, a raczej polskiej Piosenki, tej przez duże P. Wiedzie też Grażyna Łobaszewska od lat prym w tej niezwykle smakowitej, lekko jazzującej konwencji, zagospodarowanej od dawna również przez Lorę Szafran, Mietka Szcześniaka, czy w jakimś stopniu nieodżałowanego Andrzeja Zauchę.

Po pierwsze, bo to najwspanialszy głos. Nie ma w żadnym innym polskim, żeńskim gardle tak wspaniałego chrypa zaopatrzonego jednocześnie w taką dozę ciepła i reflesyjnej nuty. Technika śpiewania Łobaszewskiej nie ma sobie równych. To dlatego nikt poza nią nie umie tak zaśpiewać jej piosenek.

Po drugie, ze względu na skromność. Od zawsze Grażyna Łobaszewska pozostaje z dala od celebryckiego blichtru skupiając się wyłącznie na sztuce.

Po trzecie, bo to najlepszy repertuar. Miała Pani Grażyna szczęście do najlepszych autorów. "Czas nas uczy pogody", "Brzydcy", "Gdybyś", "Stary dobry wróg", czy kultowy "Za oknem" do dziś świecą bardzo jasnym blaskiem.

Po niezbyt udanej płycie "Prowincja jest piękna" sprzed 6 lat, tym razem dostajemy produkt z najwyższej pod każdym względem półki.

"Przepływamy" to płyta przemyślana, dobrze i ewidentnie pod Łobaszewską napisana, stylistycznie spójna, starannie i dobrze zagrana, profesjonalnie wyprodukowana i po prostu dobra. Sład autorski, choć bez Jacka Cygana, czy Krzesimira Dębskiego ewidentnie dał radę. Zespół bardzo sprawnych muzyków również. Słuchając 12 umieszczonych tu utworów, przenosimy się do najlepszych czasów wokalistki, wzbogaconych tu jednak o profesjonalną i nowoczesną producencką robotę Dariusza Janusa, który wszedł również w rolę nadwornego kompozytora. I dobrze. Jest tu i lekko, i nastrojowo, i radośnie, i smutno, i powoli, i szybko, i beztrosko, i reflesyjnie, i rodzimo, i zagranicznie. Ciekawostką są bardzo fajne, choć zupełnie inaczej od siebie skonstruowane duety. Jeden z rzeczonym Kubą Badachem, pozostałe z zaimportowanym Floydem Anthonym Phiferem, który w jednym z nich nawet rapuje (!). Wypróbowany Jan Wołek, miłośnik i mieszkaniec Kazimierza Dolnego, pojawia się tylko jako autor jednego tekstu. Są tu utwory, które moim zdaniem mogą zrobić karierę ikon wymienionych powyżej. "Już drogę znasz", "Dwa razy nic", "Nad rzeką marzeń", czy "Sztafeta" z pewnością na to zasługują.

Każdy na tej płycie znajdzie coś dla siebie. Ja znalazłem wszystko.
Trwa ładowanie komentarzy...